Recenzje Wino i destylaty

Julian Barnes „Pedant w kuchni”

Napisał Blurppp

Uwielbiam książki kucharskie, mam ich sporą kolekcję a recenzje przynajmniej kilku z nich trafiły na bloga. Nie jestem w tym swoim umiłowaniu jedyny. Miłośnicy tego typu publikacji wywodzą się z różnych kręgów, niedawno do swojej nimi fascynacji przyznał się uznany pisarz Julian Barnes. Swój kulinarny comming out oblekł w formę literacką i tak na księgarskie półki trafił „Pedant w kuchni”. Od razu powiem, że jest to książka niezwykła, bo osobista. Pisarz zaprasza nas do swojej własnej kuchni i opowiada nam o sobie i o świecie, a wszystko poprzez kontekst kulinarny.  

„Pedant w kuchni”Pozycja zawiera siedemnaście żartobliwie napisanych felietonów, do których punktem wyjścia jest zawsze jakaś kuchenna przygoda, nieodmiennie związana z interpretacją zapisu w książce kucharskiej. Autor żartuje sobie z nieprecyzyjności przepisów – bo ile to jest garść porzeczek?  Czy odnosi się to do dużych męskich dłoni czy do drobnych dłoni kobiety, dla której danie powstaje? Czy ta różnica ma jakiekolwiek znaczenie dla kogokolwiek poza tytułowym Pedantem. W innym miejscu kpi sobie z oderwania części receptur od rzeczywistości i ich stopnia skomplikowania przewyższającego możliwości domowych kucharzy. Bo jak tu przygotować kolacje dla znajomych, kiedy przez 50 minut trzeba nieprzerwanie mieszać. W jeszcze innym śmieje się ze zbytnich uproszczeń w wyniku czego danie jest dalekie od oryginału.

I choć „Pedant w kuchni” jest zdecydowanie w całym przekazie krytyczny wobec większości pozycji kulinarnego pisarstwa to nie ma w tym jadu. Jest ciepło, z humorem i z wielką klasą. I powiem szczerze, właśnie ten sposób żartobliwej, lekko ironicznej krytyki sprawił mi sporo frajdy. Nie będę ukrywał, że również przez swoja odmienność od tego co na co dzień serwuje nam polska rzeczywistość. Julian Barnes nikogo nie glanuje, nie miesza z błotem, nie określa mianem gorszego. Raczej delikatnie podszczypuje i co ważne robi to z uśmiechem.

Do tego robi to po nazwiskach, przywołując przy tym konkretne tytułu, szkoda że wiele z nich nie jest obecnych na polskim rynku książek kucharskich. Mimo tego książka skończyła się skandalem ani procesami sądowymi, co prawdopodobnie miało by miejsce nad Wisłą. Jak widać krytyka podana w tej formie nie boli, a z pewnością jest skuteczna.

Zdecydowanie powinniśmy na „Pedanta w kuchni” patrzeć w szerszym niż kulinarny kontekście. Powinniśmy się z tej pozycji uczyć tego jak ważnym dla odbiorcy jest precyzja formowania przekazu. Jak nie wolno niczego zostawić w domyśle. Przede wszystkim powinna to być dla wszystkich lekcja głoszenia krytyki. Lekcja pokazująca jak oddzielić problem, wątpliwość, zdanie odmienne od osoby je wygłaszającej.

A najfajniejsze jest, że te lekcje są więcej niż zabawne. Barnes ma bardzo lekkie pióro felietonisty, dzięki czemu na 3-4 stronach udaje mu się zamknąć zabawną, czasami powodującą u czytelnika niekontrolowany wybuch śmiech anegdotę a potem na jej bazie przeprowadzić logiczny wywód piętnujący to czy tamto. Każda z siedemnastu opublikowanych miniaturek, to całościowa perełka. Dla tego też, choć na przeczytanie tej pozycji wystarczy dłuższe popołudnie, pozycja liczy sobie mniej niż 190 stron, ja czytałem to tydzień, dawkując sobie po dwa felietony. I przy ostatnich odczuwałem niekłamany żal, że to już koniec. Czy potrzeba lepszej rekomendacji.

Sięgnijcie po tę pozycję koniecznie i to bez względu na to czy zdąża wam się pitrasić od czasu do czasu czy kuchnie omijacie z daleka. „Pedant w kuchni” uwiedzie każdego, a prócz wszystkich wymienionych wyżej elementów dostaniecie też obraz kulinarnej Anglii, ale o nim nic nie powiem, to już musicie odkryć sami.

Bardzo POLECAM  blurppp poleca

Tytuł: „Pedant w kuchni”

Autor: Julian Barnes

Rok wydania: 2017

Stron: 184

Cena okładkowa 29,90 zł

Wydawca: Wydawnictwo Świat Książki

Książka otrzymałem od wydawcy

 

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl