Wino i destylaty

Dzień łasucha

Napisał Blurppp

Zasadniczo, co wielu moich znajomych dziwi to ja jestem bardzo konserwatywny i przywiązany do tradycji. Dlatego moja wigilia wygląda prawie identycznie jak wigilia mojego pradziadka. Mało tego w Święta jada się przede wszystkim dania okołowigilijne, z wyraźna przewagą barszczu i kapusty,  wzbogacone o pieczone mięsa. Obiad pojawia się dopiero w drugi dzień świąt tradycyjnie jest to wolno duszna kaczka. Żadnych „nowości” w te dni nie u mnie uświadczycie. Dlatego też już tradycyjnie parę dni po świętach robię sobie „dzień łasucha”.

Wykładam na stół najróżniejsze smakołyki, które skrzętnie kupiłem w ramach coraz ciekawszych promocji przedświątecznych. Żaden z nich nie ma nic wspólnego z polskim tradycyjnym podejściem do świat. Powiem więcej, najczęściej żaden z nich nie ma nic wspólnego z polską kuchnią. Tak próba odreagowania.

Swoją drogą  od zawsze się zastanawiam dlaczego towary delikatesowe trafiają na półki sieci handlowych właśnie przed świętami. Przecież to jest mocno nielogiczne. Po pierwsze dla większości klientów ten okres to jednak jasna i dość długa lista zakupów związanych z przygotowaniem tradycyjnych dań bożonarodzeniowych. Po drugie to czas kiedy portfele błagają o łaskę i każdy dodatkowy wydatek boli w dwójnasób. Wreszcie trzecie i najważniejsze, po co mi w Gwiazdkę kawał suszonej hiszpańskiej szynki jak mam pieczony karczek na który czekam przez rok. Argument za jest chyba tylko jeden, klient w tym czasie mniej liczy się z kosztami, cenami itd.

Z drugiej strony w połowie lutego chętnie sięgnąłbym po te specjały, tylko wtedy ich w sieciach nie uświadczysz, a ceny w delikatesach przyprawiają o ból głowy. Dlatego kupuje przed świętami a jem po. W tym roku sprawiłem sobie puszkę oszukanego foie gras ( oszukanego bo z kaczych a nie z gęsich wątróbek) i spory kawałek sera Blue Stilton. Niby nic wielkiego, ale dla mnie chłopaka z prowincji, to specjały. Położyłem to wszystko na desce, otwarłem butelkę dość kontrowersyjnego wina i oddałem dekadencji i hedonii. Przez kilka chwil było mi tak dobrze, ze nawet zapomniałem, że nie żyjemy już w państwie prawa. Wszystko ze sobą pasowała, nawet kontrowersyjne wino czyli

F&F Krenn Eiswein Gewurztraminer 2012

dzien-lasucha-1

Przyznajcie, że pomysł zrobienia naturalnie słodkiego, lodowego wina z jednego z najbardziej aromatycznych i mających tendencje do akumulowania dużej ilości cukru szczepu jakim jest gewurztraminer ma w sobie coś dekadenckiego i szalonego. Nawet robione na wytrawnie czy półwytrawnie gtr’y są zwykle lekko słodkie. Kiedy dostałem to austriackie wino obawiałem się, że trafi mi się syrop. Taki ziołowy syropek dziecięcy na kaszel, mimo wszystko postanowiłem zaryzykować. Tymczasem wyszło nadspodziewanie dobrze. Wino jest rzeczywiście bardzo aromatyczne, w nosie jest wszystko to co powinno być czyli jest wyrazista róża, jest syrop z liczi jest trochę ziół, miodu i kandyzowanej skórki pomarańczowej do tego całe stado innych mniej jednoznacznych i trudniejszych w identyfikacji nut. W ustach wino jest gęste, prawie lekkie, wyraziście słodkie o silnych nutach suszonych i kandyzowanych żółtych owoców. Nie jest jednak idealne, odrobinę brak mu kwasowości która by cała tą słodycz zbalansowała. Dlatego po drugim kieliszku staje się lekko nudnawe, może nie męczące  wiec na trzeci kieliszek troszkę brakuje już chęci. Z drugiej strony to bogactwo aromatów i ich złożoność, zwłaszcza w nosie może przyprawić o zawrót głowy. Zdecydowanie lepiej tego gtr’a wąchać niż pić, albo ograniczyć się do jednego kieliszka.

Zarówno z oszukanym foie gras jak i z wyraźnie gorzkawo-słonym serem wino ułożyło się całkiem fajnie. Było mniej dekadenckie niż się spodziewałem, co swoja droga mnie nie bardzo dziwi, to takie wino co w zamyśle miało smakowało Cioci i to się zdecydowanie udało.  F&F Krenn Eiswein Gewurztraminer 2012 kosztuje 98 zł za butelkę 0,375 i kupicie je w Szlachetnym Gąsiorku. Moja ocena to dobre z plusem czyli 4,5.

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl