Wino i destylaty

Dominio de Atauta Parada de Atauta 2014

Napisał Blurppp

Łaska winopijców na pstrym koniu jeździ. Mówiąc inaczej, wino jak chyba każdy obecny dziś na rynku produkt podlega modzie. Kilkanaście lat temu swoje 15 minut miały wina pełne, napakowane, o silnie beczkowych aromatach. Potem wahadło zaczęło wychylać się w drugą stronę. Dziś krytyka hołubi wina lekkie, owocowe, świeże, mineralne, a czasami wręcz mgliste.  To jak to z tę beczką jest, sprawdźmy na przykładzie wina z jednej z najbardziej beczkowych apelacji świata z Ribera del Duero. Zdegustujmy wspólnie Parada de Atauta 2014.

Nim o wino będzie taki wspomnienie z mojej dawnej już i lekko przaśnej młodości. Wiele lat temu, na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych zdążyło mi się trafić na festyn a potem i zabawę dożynkowa. Były to czasy kiedy wakacje najczęściej spędzało się u rodziny na wsi i takie dożynki to było prawdziwe święto.  Ubrałem wiec dżinsy i podkoszulek i na imprezę poszedłem.

Jakież było moje zdziwienie kiedy zobaczyłem stroje współbiesiadników. O ile byłem w stanie zrozumieć starsze panie i starszych panów, w odpowiednio garsonkach i garniturach. Usprawiedliwiała ich msza dziękczynna stanowiąca istotną część uroczystości. A tak w tamtych dla wielu dawnych i zapomnianych czasach do uroczystości religijnych podchodziło się z szacunkiem. O tyle stroje młodszej części uczestników budziły moje zdziwienie. Zwłaszcza gdy patrzyłem na te piękniejsza część. Balowe niemalże suknie, mocny wieczorowy makijaż. Wszystko to było tak inne od tego co spotykałem na co dzień.

W moim Krakowie, pisze moim, bo miałem za sobą już 18 lat tutaj, co jak na dwudziestolatka oznacza sporo, było więcej luzu. Na dyskoteki czy koncerty chadzało się właśnie w dżinsach i podkoszulku.  Dziewczyny makijaż miały raczej dyskretny a szczytem prowokacji był spódnico sweter przed kolana.

Kiedy wiele lat później przypomniała mi się owa sytuacja szybko zrozumiałem. Ten wieczorowy makijaż, ten strój to wszystko miało jeden cel, nadać imprezie dożynkowej powagi, uczynić ją ważniejsza niż była naprawdę. A że traciła przy tym to co było w niej najfajniejsze czyli luz nikt zdawał się nie zauważać.

O dziwo, te same dziewczyny i ci sami chłopcy na wesele sąsiadki czy krewnego, ba na studniówki – co by nie mówić bale, ubierali się z dużo większym luzem. To przecież były okazje ważne same z siebie i nie trzeba było tego podkreślać strojem. O tym, że na takie imprezy ich strój z dożynek bardziej by pasował jakoś nikt nie zważał.

Czemu całe to wspomnienie.  Bo skojarzyło mi się właśnie ze stosowaniem beczki w winie. Odnoszę wrażenie, że wielu producentów wrzuca do dębu swoje nie do końca udane produkty i liczy, że napis „6 miesięcy w beczce”. Tymczasem zachowują się jak wspomniani bywalcy dożynek. Próbują nadać powagi czemuś co powagi nie potrzebuje, ba zamienia wino w karykaturę o tonach tartaku w którym ktoś rozsypał worek przypraw. Słowem jest nie na miejscu.

Prawdziwym problem jest jednak to, że większość docierających do nas win, a nie okłamujmy się to wina z dolnej i średniej półki to właśnie takie wina. Wina w których makijaż (czyli beczka) okazały się zupełnie nieodpowiedni do okoliczności (typu wina). To też kiedy wkładamy nos do kieliszka jest podobny dysonans jak w wypadku obserwowanie koronkowych sukni wirujących nad deskami rzuconymi na klepisko.

A co się stanie gdy strój jest dostosowany do okoliczności czyli gdy zdobna suknia i wieczorowy makijaż trafia na karnawałowy bal w modnym hotelu?

Dominio de Atauta Parada de Atauta 2014

Parada de Atauta

Parada de Atauta 2014

Tu mamy właśnie taką sytuację. W efekcie otrzymaliśmy wino o wyraźnie owocowym zapachu, zez problemu można wychwycić tony czarnych porzeczek i jeżyn, do tego wyrazisty czarny pieprz. NA drugim planie tony czekoladowe i kawa. Nie ma budyniu, a to już sporo, udało się uniknąć „hiszpańskiej chorony” tak częstej w winach marketowych a to oznacza, że makijaż przynajmniej nie jest przesadzony. Zbytek brokatu razi nie tylko na dożynkach. W ustach sporo ciała, impreza jest poważna, do tego wyrazisty lekko chropowaty garbnik. I jest on dla wina tym czym muzyka dla balu, nadaje ton. W tym wypadku nie jest to lokalna gwiazda disco polo ale czysto grający cover band z wokalistą potrafiącym nieźle zaryczeć.  Kwasowość jest właściwie OK, ale jakby było jej odrobinę więcej to też bym się nie obraził. Owocu, jak jedzenia na dobrym balu nie brakuje i jest to owoc dojrzały i czysty. Beczka powraca w słodkawej końcówce, manifestuje się delikatnie nutami korzennymi. Ale jaka dama o czwartej nad ranem ma wciąż nienagannie odprasowana suknie i równie perfekcyjny makijaż.

Wino jest mega pijalne i ładnie pokazuje, że dobrze użyta beczka, również ta nowa, potrafi wino podkręcić a nie ośmieszyć, czego jesteśmy nie raz świadkami w wypadku tanich win marketowych. Zwyczajnie Parada de Atauta 2014 ma w sobie tyle smaku, tyle koncentracji i tyle powagi, że beczkowy makijaż nie jest w stanie tego zagłuszyć a równocześnie świetnie podkreśla co podkreślić ma, choćby słodka końcówkę będącą doskonałym kontrapunktem dla ostrych garbników. Piłem z przyjemnością. Oceniam na 5.0 czyli bardzo dobre. Kupicie w Winezji i sklepach współpracujących z Centrum Wina. Cena 129 zł

Przy okazji producent jasno pokazuje, ze chce się odciąć od wielu tanich win z tempranillo, choć Parada de Atauta 2014 to stuprocentowe wino odmianowe z tego szczepu. Tymczasem na kontretykiecie odnajdziecie napis 100% Tinto Fino czyli nazwę używaną raczej w Toro niż w Ribera del Duero.

To w końcu warto się tej beczki bać czy nie warto. Niestety jednoznacznej odpowiedzi nie ma, ale jak chcecie mojej rady to proszę. W wypadku win z wyższej i średniej półki sięgajcie śmiało, w wypadku win do 20 zł zachowajcie ostrożność, możecie trafić na karykaturę o smaku klepki podłogowej, na którą ktoś wysypał zawartość babcinej szuflady z przyprawami.

Wino trzymałem w prezencie świątecznym od Centrum Wina

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl