Podróże

Co przywożę z wyjazdów

Napisał Blurppp

To pytanie często pojawia się w mojej głowie już przed wyjazdem. Potem chodzi za mną przez cały pobyt. Odpowiedź na nie ewoluowała wraz z podróżami, ale też z tym jak zmienia się nasz polski rynek. Oczywiście jest to też to bardzo uzależnione od miejsca które odwiedzamy. Tak czy siak zawsze coś przywożę, a ostatnio robię to coraz bardziej świadomie.

Jedno od zawsze jest dla mnie jasne, coś przywieźć trzeba, dlaczego tak uważam i dlaczego zawsze przywożę, przeczytacie w jednym z moich najstarszych wpisów o uroczym tytule „Urok drobiazgów”. Dziś dodał bym tylko, że trzeba coś przywieźć nie tylko dla siebie, ale i dla najbliższych. Oto co ja ostatnio wybieram w pierwszej kolejności.

Magnes na lodówkę

Tak wiem, tandeta i to chińska, a przy okazji często wyceniana w kosmiczny sposób. Z drugiej strony czasami w poszukiwaniu bardziej okazyjnych cen można zapuścić się w jakieś mniej uczęszczanej okolica i w ten sposób zobaczyć coś, co zwykle nie znalazło się na liście Top Ten Must See. Sam ma już całkiem spora kolekcję, w efekcie każde otwarcie lodówki budzi jakieś wspomnienie.

Wino    

Jakoś tak się składa, że od jakiegoś czasu los prowadzi mnie jedynie do krajów winiarskich. Idealną pamiątką z tamtych stron jest oczywiście butelka wina. Otwarta w gronie znajomych idealnie dopełnia pokaz zdjęć i podróżnicze opowieści. Ważne przy tym, żeby było to wino dobre, co często, choć nie zawsze oznacza drogie. Wiele razy widziałem zachwyt winami za 4 euro bo w Polsce kosztują 40 zł. Lepszym wyborem jest zakup takiego za 25 euro. W większości wypadków emocje gwarantowane, a jak wino jeszcze pochodzi z odwiedzonej przez was winnicy to i masa wspomnień.

Coś do kolekcji

Osoby często podróżujące powinny sobie wymyśleć co chcą kolekcjonować. Wiem ze istnieje frakcja wachlarzy, dzwonków, naparstków, temperówek i co tylko przyjdzie wam do głowy. Ja sam od lat zbieram mosiężne naczynia, mam ich już grubo ponad setkę, a ostatnio wymyśliłem sobie zbieranie ceramicznych skarbonek o kształtach charakterystycznych dla odwiedzanych miejsc. Kolekcja nie jest imponująca, dziś to 2 elementy, autobus z Malty i tramwaj z Porto, ale od czegoś trzeba zacząć.

Coś do schrupania  

Kiedyś wracałem z walizką pełną serów, lokalnych wędlin, owoców i innych lokalnych frykasów. Czasami niekoniecznie lokalnych. Z Hiszpanii przywiozłem naleśników w szpraju. Poważnie, na polskim rynku chyba do dziś jest to nie do kupienia, a tam było w każdym markecie i kosztowało około 1 euro, efekt na znajomych i zabawa były na całego. Dziś przywożę jedynie przyprawy (bo lekkie i aromatyczne) oraz butelkę albo dwie lokalnej oliwy z oliwek. Ta dobra u nas wciąż jest albo niedostępna albo bardzo droga. Czasami do walizki trafia jakieś kuriozum niedostępne u nas, jak choćby porzeczkowo-jabłkowa Fanta (z Egiptu), słoik kiszonej kapusty morskiej (z Ukrainy) albo kiszone cytryny z Maroka. Całą reszta jest do kupienia u nas i nie ma sensu tego własnym importem samolotowym ściągać.  

Coś do ubrania

Ja mniej, ale moje Panie lubią czasem przywieźć jakiegoś ciucha albo jakieś modowe akcesorium czy nawet buty. Podobno chodzi o to, że maja coś co ciężko na polskiej ulicy zobaczyć i ryzyko takiej samej kreacji, a to dla kobiet gorzej niż być spoliczkowaną gwałtownie maleje. Nie powiem, żebym to rozumiał, ale nauczyłem się z tym żyć. Natomiast jakoś nigdy nie zdąża nam się przywieźć elementu stroju lokalnego, a przynajmniej nie zdąża od czasu, kiedy przyleciała z nami z Tunezji dżalabaja i nikt jej nigdy nie ubrał.  

Zdjęcia

Rynki tak się wyrównały, że poza jakimś drobiazgiem, naprawdę trudno jest trafić coś unikalnego. To też najchętniej przywozimy zdjęcia. Od jakiegoś czasu również je drukujemy. Dobrze wydrukowane zdjęcie ( tu wydruk z Foteksu) to takie wspomnienie które ze słowa stało się ciałem. I to właśnie wspomnień powinniśmy przywozić najwięcej. Całą reszta jest tak naprawdę bez znaczenia.  

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl