Wino i destylaty

Bastide Miraflors vs CRAV

Napisał Blurppp

Kilkanaście dni temu wino przebiło się do głównych serwisów informacyjnych. Choć tak po prawdzie, to nie chodziło o wino o a winiarzy, dokładniej o langwedockich winiarzy, którzy w położonym pomiędzy Awinionem a Montpellier miasteczku Nimes wdarli się do trzech supermarketów i stłukli sporo butelek z importowanym z Hiszpanii winem. Wywołało to ostrą reakcje hiszpańskiego MSZ ale i tak całe zamieszanie w porównaniu z wydarzeniami sprzed dekady przypomina dziecinną zabawę. Jak widać niektórzy wciaż zamiast robić świetne wina, jak choćby Domaine Lafage Bastide Miraflors wolą zadymy. To u nich już tradycja. 

Marcelin Albert

Przecież spór winiarzy z południa Francji z władzami w tym roku będzie świętował swoje sto dziesiąte urodziny. Pierwsze poważne ruchawki związane z niesatysfakcjonującymi cenami winnych gron miały miejsce w 1907 roku. Wtedy to oberżysta i producent wina Marcelin Albert skrzyknął grupę winiarzy z okolic Narbonne by wspólnie zaprotestować. Ich pierwszy, jeszcze grzeczny, mający formę wiecu protest odbył się 11 marca 1907 roku. Uczestników było kilkudziesięciu.  Kolejne protesty przyciągnęły większe grono, 24 marca przybyło około 300 osób, ale już 24 kwietnia, na placu pod ratuszem w Capestang stawiło się ponad 15 tysięcy zdesperowanych winoogrodników.

Kulminacja wydarzeń miała miejsce niecałe dwa miesiace później. Tym razem na miejsce protestu wybrano Montpellier – najwieksze miasto regionu. Tłum który sie zebrał zaskoczył wszyskich, z organizatorami włącznie. Według różnych źródeł zebrało sie między 600 a 800 tysiecy zdesperowanych, gotowych na wszysko winoogrodników. Lista postulatów nie była długo, chciano jedynie skokowego wzrostu cen winogron, w wypadku ich nie spełnienia grożono wszyskim, ze spaleniem miasta włacznie. W czasie kiedy oczekiwano na odpowiedzi władz liderzy zaczęli tracić kontrole nad tłumem, akty grabieży i demolowania zaczęły się nasilać. Nie pomógł nawet autorytet Marcelin Albert. Pomimo jego słynnych nawoływań do spokoju, kiedy przemawiał z dachu jednej z kawiarni, a tłum nazywał go Ojcem Żebraków, Zbawicielem i Jedyną Nadzieją sytuacji nie udało się ustabilizować.

Z czasem zaczęło dochodzić również do gwałtów i prawdopodobnie to one przesądziły sprawę. Władza zdecydowała się użyć wojska, do miasta weszły 22 Pułk Piechoty oraz 12 Pułk Kawalerii. Manifestacja siły nie ostudził jednak głów protestujących i kategorycznie odmówili opuszczenia Montpellier. Kilkanaście godzin później rankiem 19 czerwca rozpoczął sie wariant siłowy, najpierw była szraża kawalerii, potem regularne uliczne waliki. Zgineło 6 osób, przywódcy zostali aresztowani a sam Albert w przebraniu uciekł najpierw do Paryża, gdzie bezskutecznie prosił o wysłuchanie przed Parlamentem, a potem uciekając przed wydanym zaocznie wyrokiem do Algierii, gdzie zmarł w ubóstwie i zapomnieniu. Cen na winogrona nie podniesiono.

CRAV

Ta skala protestu nie miała już nigdy więcej miejsca, ale protesty nigdy właściwie nie ucichły. Ich druga fala pojawiała się na początku naszego stulecia wraz z powstaniem CRAV. Ta organizacja o bardzo pokojowej nazwie Comité Régional d’Action Viticole (Regionalny Komitet Akcji Winiarskiej) formalnie jest zrzeszeniem winoogrodników, jednym z wielu jakie działają we wszystkich regionach winiarskich. Faktycznie to organizacja quasi terrorystyczna. Wikipedia wprost wrzuca ja do koszyka „Francuskie ugrupowania terrorystyczne”. Nie do końca można się temu dziwić. Wystarczy spojrzeć na kilka ich akcji.

Rok 2005

  • Blokady bramek na autostradach w południowej Francji. Ten sam rok, podłożenie bomb pod rozlewnie win i obwinianej o obniżanie cen spółki La Grand Chais de France (w Polsce znamy te firmę za sprawą marketowych win J.P Chenet w charakterystycznych butelkach o krzywych szyjkach).
  • Jednego dnia grupa 50 ukrytych w kominiarkach bojowników o francuskość wina zdemolowała biura i pobiło pracowników firmy importowej Onivinis. Tego samego popołudnia, prawdopodobnie ci sami sprawcy młotami kowalskimi odbili zawory na trzynastu 500 hl zbiornikach z winem z Chille. Wino trafiło wprost do kanałów.
  • I jeszcze na zwieńczenie, w kwietniu blisko 100 mężczyzn uzbrojonych w broń sportowa i myśliwską ostrzelało pociąg cystern z winem z Hiszpanii, a następnie wysadziło jedna ze zwrotnic kolejowych na linii łączącej Francje z Hiszpanią. Francuska kolej oszacowała straty na 2 miliony euro.

Rok 2006

  • Nieznani sprawcy demolują magazyny bordoskiego negocjanta Andre Quancarda a w nim transport czterdziesty tysięcy hektolitrów wina Hiszpańskiego przygotowanego do eksportu na rynek Rosyjski.
  • W powietrze wylatuje bocznica kolejowa w Peyriac-Minervois i zlokalizowany przy niej skład celny.
  • Regularnie podpalane są transformatory doprowadzające energię elektryczną do sklepów sieci Lidl oraz detonowane mikroładunki w koszach na śmieci. Ich celem jest uszkadzanie aut należących do klientów, a tym samym ich zniechęcenie do zakupów w placówkach niemieckiej sieci, w ocenie CRAV współodpowiedzialnej za odejście klienta od lokalnych win.

Rok 2007

W tym roku winni terroryści zyskali światową sławę. 16 maja w trzy tygodnie po objęciu władzy przez Nicolasa Sarkozy’ego ogólnofrancuski kanał 3 wyemitował film w którym grupa ukrytych za kominiarkami mężczyzn odczytała swój manifest. W skrócie można go streścić jednym zdaniem albo Sarkozy spełni swoje przedwyborcze obietnice o interwencyjnym zakupie wina albo… polej esie krew. Żarty się skończyły.

A o jakie obietnice chodzi i o co walczy CRAV. W skrócie mówiąc o pełna regulacje rynku, o zakaz importu wina, o zakupy interwencyjne wina i o destylacje nadwyżek na cele paliwowe. Mówiąc inaczej Langwedocja to obszar nadprodukcji. W tym młodym regionie gwiazd i ambitnych producentów jest stosunkowo niewielu, reszta produkuje taniochę zalegająca najniższe półki marketów a i tak przegrywająca w swoim segmencie cenowym z winami zza Pirenejów czy Nowego Świata. Koniec XX wieku przyniósł marzenia i rozbudził oczekiwania, mówiło się o Langwedockiej Rewolucji. Większość z tych nadziei nie zostało nigdy zrealizowanych, pozostał żal i mniej lub bardziej uzasadnione pretensje do nie wiadomo kogo.

Za wydarzeniami z końca marca też stało CRAV i patrząc na sytuację na rynkach raczej jeszcze długo złowieszcze cztery litery będą pojawiały się na ścianach magazynów i marketów a wino z rozbitych butelek będzie spływało do kanałów. I tylko należy się modlić, by czerwone plamy po akcjach CRAV zawsze były od wina a nie od krwi, bo Bojownicy O Lepszy Los Winiarza zaczynają się coraz bardziej radykalizować.

Domaine Lafage Bastide Miraflors

Domaine Lafage Bastide Miraflors

Tymczasem najlepszym rozwiązaniem nie jest winny terroryzm a stała praca i rozwój. Jednym ze świetnych, jak nie najlepszych tego przykładem jest Domaine Lafage. To rodzinne przedsięwzięcie prowadzone przez utalentowane małżeństwo Eliane  i Jean-Marc Lafage. Oboje pochodzą z tamtych stron z winiarskich rodzin. Dziś gospodarują na 160 hektarach winogradu (przede wszystkim w rejonach Perpignan-Mediterranee, l’Agly i Aspres) produkują kilka różnych win. Tym co je łączy to oparcie o typowe dla regionu szczepy. Ich najbardziej znanym winem jest Domaine Lafage Bastide Miraflors.  

Wino cieszy się na tyle dużą popularnością, ze właściwie jest już nie do kupienia. Ja miałem to szczęście, że butelką obdarowała mnie zaprzyjaźniona Angielka od lat mieszkająca na południu Francji, do tego żona konesera win. Swoja drogą chyba każdy Anglik mieszkający w Roussillon wcześniej czy później musi zacząć kochać i rozumieć wino.

Tak czy siak, wybór okazał się znakomity, i nie wiem, czy stoi za nim wiedza czy kontretykieta, gdzie po angielsku przedrukowano uzasadnienie 92 punktów jakie to wino uzyskało od Roberta Parkera w roku 2015. Nie będę tego cytował w całości, ale dwa zdania przytoczę. Pierwsze mówi, że to wino choć kosztuje tylko 14$ to ma klasę wina za 50$. Drugie definitywnie stwierdza, to najlepsze langwedockie wino jakie Parker pił w roku 2015. Lepszej rekomendacji chyba nie potrzeba.

Co do samego wina to moja butelka Domaine Lafage Bastide Miraflors pochodziła z rocznika 2014 czyli właśnie tego który otrzymał owe 92 punkty. Technicznie jest to blend syrah (70%) z grenache ze starych krzewów. Oba wina bazowe przed kupażowaniem dojrzewały przez rok, syrah w 500 litrowych starych beczkach a grenache w zbiornikach cementowych.

A co do smaków i aromatów, to nos jest typowo syrahowy, bardzo intensywny z czysto zarysowanym słodkimi owocami leśnymi pośród których dominują jeżyny a na to nieodłączny pieprz i odrobina tonów kwiatowych. Usta są zdecydowanie wytrawne, o charakternym garbniku i wyrazistej kwasowości. Owocu jest dużo, podobnie jak ciała, słuszne 14,5% alkoholu świetnie ukryte. Wino jest skoncentrowane, intensywne, harmonijne i naprawdę pyszne.  W mojej ocenie wino bardzo dobre plus. Jako że to prezent nie znam ceny zakupu, ale niektóre sklepy internetowe oferują je za 12 euro i jest to cena okazyjna za te doznania.

Jeżeli wszystkie wina z Langwedocji miały taką klasę i taki stosunek jakości do ceny, to problem nadprodukcji zostałby tylko złym wspomnieniem a CRAV śmiało mogło by się samo rozwiązać.

A tak na marginesie, wino nie jest dostępne w Polsce, liczę, że któryś z importerów z otwartą głowa szybko skontaktuje się z Domaine Lafage i ten brak zostanie nadrobiony. Nawet gdy to wino na polskich półkach stanie za 120 zł to i tak będzie jednym z jakościowych liderów swojej półki cenowej.

Domaine Lafage Bastide Miraflors otrzymałem w prezencie.  

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl