Winne Wtorki Wino i destylaty

Avgvstvs Cabernet Franc 2011 na Winny Wtorek

Napisał Blurppp

Moja żona obserwując jak mało pijam wina twierdzi, że ja wcale nie jestem miłośnikiem wina, ja jestem kimś znacznie gorszym, jestem chomikiem (na kolekcjonera nie mam ani środków ani wiedzy). Coś w tym jest, rzeczywiście uwielbiam wino gromadzić, uwielbiam miedzy winem przebywać no i uwielbiam przebywać w sklepach z winem. Kupuję rzadko, rozmawiam długo ale jak trafi się coś nietypowego to oprzeć się nie potrafię. To też kiedy przed laty na półce zobaczyłem Avgvstvs Cabernet Franc 2011 nie zastanawiałem się ani chwili.

To wino rozpaliło moją wyobraźnię właśnie przez swoja nietypowość. Może nie jest to biały kruk ale nie wiele mu brakuje. Stuprocentowy cabernet franc z katalońskiego Penedes to jednak unikat, na marketowych półkach go nie znajdziecie. Lubię takie butelki, lubię je posiadać, nie lubię ich otwierać (prawdopodobnie przez skażenie duszy genem chomiczym). Czasami jednak trafia się okazja i trzeba. Taką okazją dla butelki Avgvstvs Cabernet Franc 2011 jest to wydanie Winnych Wtorków dedykowane szczepowi cabernet franc.

Tu dwa słowa wyjaśnienia. Co takiego rzadkiego jest w tym winie. A no cztery rzeczy. Po pierwsze w Katalonii uprawa szczepu cabernet franc jest znikoma, a te nieznaczne ilości które się uprawia właściwie w całości wchodzą w skład najróżniejszych blendów. Wszystko przez  przepisy apelacyjne które spychają odmianowe wino z CF do klasy win stołowych. To też takich etykiet ze świeca szukać. Podobno tylko czterech producentów robi takie wina.  Po drugie lubię wina zrodzone na brzegu morza, mają w sobie słoność i świeżość morskiej bryzy. A w tym wypadku działka leży tylko kilkaset metrów od morza. Wreszcie po trzecie, zgodnie z zapewnieniem producenta krzewy rosną na parceli od czasów rzymskich niezmiennie obsadzonej winną latoroślą. Świadomość, że nieprzerwanie przez dwa milenia ten kawałek planety daje ludzkości wino zrobił na mnie wrażenie. Może to tylko marketingowy bełkot producenta ale brzmi fajnie. I wreszcie po czwarte i najważniejsze, nigdy wcześniej nie piłem odmianowego cabernet franc z Penedes. Niby wiem, jako bloger nie powinienem się przyznawać do tego, że cos robię pierwszy raz ale tak jest, nie wiem jak to wino może smakować, a takich win jest coraz mniej. Wiem jak smakuje w swojej loarskiej manifestacji, wiem jak wpływa na kupaże bordoskie, wiem jak sprawdza się we włoskich Veneto i Frulia. Piłem go w ekspresji z Villany. Piłem w kilku nowoświatowych wersjach ale nigdy nie próbowałem katalońskiego. Trzeba było to wreszcie zmienić.

Z ciężkim sercem wybrałem do piwnicy. W drodze powrotnej dopadły mnie wątpliwości rosnące z każdym schodem w górę. Bałem się czy wino sprosta oczekiwaniom.  Powody tych wątpliwości były dwa. Po pierwsze mam niedobry, ba niebezpieczny zwyczaj idealizowania win które zbyt długo mam w piwnicy. Pewnie dało by się to nawet jakąś funkcja o przebiegu zbliżonym do funkcji wykładniczej opisać. Bardzo to niebezpieczne, bo z czasem oczekiwania zaczynają być tak rozdmuchane, że nierealne do spełnienia. Po drugie Avgvstvs Cabernet Franc 2011 był pierwszym winem jakim piłem po blisko miesięcznej przerwie. Nie ukrywajmy byłem wina spragniony. Na szczęście te dwa czynniki były niczym wektory o tym samym kierunku a przeciwnych zwrotach, znaczy znosiły się. Bo z jednej strony byłem wygłodniały i każde wino pewnie by mi smakowało, z drugiej liczyłem na to, że pyzate cherubinki będą mnie za uszkiem myziać przy każdym łyczku. W końcu otwarłem coś z czym wstrzymywałem się od dość dawna. W końcu odkorkowałem butelkę.

Avgvstvs Cabernet Franc

Avgvstvs Cabernet Franc 2011

W barwie ciemno czerwone z wyrazistym fioletowym brzeżkiem. W nosie pełne dojrzałych czerwonych owoców podpartych beczkowymi ( nie powinno to dziwić, wino dojrzewało przez 14 miesięcy we francuskim dębie)  tonami słodkich przypraw (cynamon, kokos, kakao) oraz wyraźnymi tonami kwiatowymi ( fiołki, róże), do tego dochodzi delikatny powiew mentolu. Nie ma za to za grosz tonów paprykowych, które zwykle jednoznacznie naprowadzają na cabernet franc. W ustach pierwsze co zaskakuje to wyraziste i jak na ten szczep silne garbniki. Po chwili pojawia się fajny czerwony owoc, kwasowość jest wyraźna i bardzo świeża a pod koniec pojawiają się nuty przeprawowe, delikatna pieprzność oraz lekka słoność. W drugim łyku wydawało mi się, że jest też chłodny ton mentolowy, łyk trzeci pokazał tony (sic!) miodu lipowego. Wino jest bardzo złożone i niejednoznaczne, każdy łyk przynosi coś nowego. Beczka nie zdominowała całości, a widać że śródziemnomorskie słońce Katalonii zupełnie zmieniło ekspresję szczepu. W degustacji w ciemno z cała pewnością nie wpadłbym na to, że pije odmianowy cabernet franc. Wino mnie zaskoczyło, spodziewałem się jednak mniejszych różnic choćby w stosunku do Chinnon. Co oczywiście w żaden sposób nie znaczy, że mi nie smakowało. Jest pełne, świetnie zbalansowane na linii kwasowość-garbniki i o dobrej strukturze. Zasługuje na ocenę bardzo dobre czyli 5.0. Kupiłem w Barcelonie za 11 euro. To były dobrze wydane pieniądze, wino sprostało oczekiwaniu.

Wino to mój własny zakup.

Cabernet frank pili również:

O autorze

Blurppp

Irek "blurppp" Wis - miłośnik opowieści ukrytych pomiędzy okładkami albo na dnie butelki z winem. Kiedy mogę i mam za co podróżuje. Od urodzenia jestem dyslektykiem.
Mieszkam, pracuję i pisze w Krakowie, ale sądząc po temperamencie i zamiłowaniu do tamtejszego stylu życia i kuchni powinienem przeprowadzić się na północne wybrzeże Morza Śródziemnego.
Zawsze możesz do mnie napisać na blurppp@interia.pl